A Ty idź naprzeciw, naprzeciw!

Wracam z rodzinnego Gdańska, jadę pociągiem i piszę te słowa stojąc w Warsie, czekając na powrót do ośnieżonej Warszawy.

Gdańsk to miejsce, w którym się urodziłem, nadal mam tam swój pokój i nadal swoje stare szpargały, które sukcesywnie porządkuję i czyszczę, wyrzucam to, do czego nie zamierzam już wracać, bo idę w zupełnie innym kierunku.

Podczas sprzątania, czasami trafiają mi się bardzo interesujące znaleziska, jak ten wiersz “Radość istnienia” Jonasza Kofty.

Do dzisiejszego wpisu zainspirowały mnie trzy słowa z tego wiersza, dzięki którym pomyślałem o czymś pewnie zgoła odmiennym niż autor, czy podmiot liryczny, ale przytoczę wiersz Kofty w całości.

A zaczyna się tak...

“Radość istnienia”
Wiosennej burzy zielona grzywa
Horyzont smuży, bruki obmywa

A my naprzeciw
A my naprzeciw
Jak dzieci

Skaleczy serce bolesna drwina
Świat się nie kończy i nie zaczyna

A my naprzeciw
A my naprzeciw
Jak dzieci

Oby nam dane było jak najwięcej
Otwarte oczy i czułe serce

A my naprzeciw
A my naprzeciw
Jak dzieci

Jest frasobliwa radość istnienia
Kto nie przeżywa świata nie zmienia

A my naprzeciw
A my z nadzieją
A my jak dzieci

Niech nas wyśmieją
My pomachamy do nich z daleka
Tak długa droga nas jeszcze czeka

- Jonasz Kofta

Ostatnie dni w Gdańsku nie należały do produktywnych, czy może sformułuję to inaczej - realizowałem nie swoje cele. Byłem tam dla swojego taty, choć część rzeczy mnie irytowała, bo wkręcam sobie, jak pewnie wielu z tych, którzy są mi podobni i żyją w wielkim mieście, w wielkim pędzie. Wkręcamy sobie, że mamy dużo do załatwienia, że musimy być bez przerwy aktywni i nie odpuszczać, że o to właśnie chodzi.

Nie zwalniać, napierać. Do przodu, do przodu!

Nie, nie zamierzam teraz pisać, że należy zwalniać i dawać sobie dystans. To na inny wpis, na inną mądrość.

W domu rodzinnym się rozsypiałem. Chodziłem spać bardzo późno i późno wstawałem rzucając się w kolejne aktywności. Niby dobrze, bo cały na zaangażowaniu, ale od jakiegoś czasu stawiam sobie za cel wstawać przed 6:00 i atakować dzień.

Jest różnica w tym, czy wstajesz równo z innymi, czy później gonisz ze swoimi zadaniami późnym wieczorem, na zmęczeniu (nie oszukujmy się - organizm jest zmęczony po całym dniu - fizycznie).

Wstawać rano z nastawieniem, że najpierw robisz swoją pracę i zadania, to wstawać z nastawieniem, że rzucasz wyzwanie sobie - “Najpierw będę się wspinał, a potem zejdę z wierzchołka powoli, łagodnym stokiem. Potem będzie już to, co po osiągnięciu celu. Powrót do domu, udanie się na spoczynek.”.

Wstawać rano i robić swoje, gdy inni jeszcze śpią, to wstawać z nastawieniem “NAPRZECIW”.

Iść naprzeciw, jak dziecko, to iść także iść pod prąd, pod wiatra, z ciekawością. To udawanie się na wyprawę, która może trwać nawet długo, w której pozostali mogą nam nie towarzyszyć, a jedynie oglądać się na nas i wyśmiewać, bądź pukać się w głowę.

To nieważne. Ważna jest Twoja przygoda, ważne jest wyjść z nastawieniem "naprzeciw". To Ty idziesz tam, gdzie chcesz, nie gonisz tego, co musisz, bo zaraz skończy się doba, kosztem snu, kosztem zdrowia, kosztem dobrego humoru dnia następnego.

“Kto nie przeżywa, świata nie zmienia.” - Kto odgania doświadczenia, kryje się przed nimi, nie odmienia świata, ten próbuje go chwytać, podskakiwać, doskakiwać, gdy ten Świat mu się wyrywa, ucieka. Gonisz, zamiast kroczyć ku niemu z radością istnienia, bez obciążenia, które sobie często narzucamy, tych “muszę” i “powinienem”.

Widzisz, chcę dziś po prostu napisać, że nie chodzi o dyscyplinę wstawiania o poranku, nie chodzi o mus, przymus, tylko o ochotę, ciekawość dnia, naturalne dzieciom drążenie w sprawach, zamiast powinności i nakazów świata dorosłych.

Nie przekonam Cię, byś unikał obowiązków, powinności, które masz, ale żebyś spojrzał na nie innym, świeżym spojrzeniem dziecka i szedł z powiewem wiatru.

Chwytaj dzień, wyjdź mu naprzeciw, naprzeciw.

Ilustracja tytułowa: Rachael Crowe z Unsplash

Fajne? Podziel się na

About the Author

Autor bloga ProstyFacet.pl. Tworzę strony internetowe w Wordpressie. Biegam, kocham taniec, czytam w jęz. angielskim i francuskim. Choć jestem inżynierem, zawsze interesował mnie człowiek.

>