Martwię się…

Martwię się o to... co jeszcze nie zdarzyło się,
i może nawet nie wydarzy się nigdy,
a wpływ znikomy na to mam,
przełożenia nie mam żadnego.

Czym jest martwienie się, jeśli nie gromadzeniem emocjonalnego napięcia
związanego z naszym wyobrażeniem na temat tego, co będzie w przyszłości?

Martwić się, to przeżywać emocje związane z naszą projekcją tego, czego jeszcze nie ma, co może pójść nie tak (albo tak-tak). To odczuwanie emocji związanych z przewidywaną przyszłością.
Rzecz raczej dla Kasandry, nie dla facetów-realistów, bo na 100% możesz tylko doświadczać tego, co jest tu i teraz.

Zamartwianie się, to jeden ze sposobów reagowania na uczucie bezsilności. Bo bezsilność jest denerwująca. Bo wolelibyśmy wiedzieć jak będzie, bo wolimy mieć kontrolę, bo kontrola daje poczucie bezpieczeństwa.
Tylko czy nie lepiej poszukać opcji jak zyskać więcej sprawczości nad tym, co nas tak niepokoi, albo pogodzić się z tym, że na niektóre rzeczy nie będziemy nigdy mieli wpływu?

Świat nie stanie się lepszy przez to, że tylko się martwisz. Nie zyskasz przez to większej ilości opcji, ani żaden cud nie odmieni rzeczywistości.
Dlatego nie pogłębiaj tego stanu. Bo zamartwianie, to trenowanie się w bezczynności, zamęczanie negatywnymi myślami - błędne koło.

A facet... powinien trenować się podejmowaniu decyzji i powinien jechać na dobrym, niebłędnym, dobrze napompowanym kole, zamiast mielić myśli na jeszcze drobniejsze, jeszcze bardziej utrudniające działanie.

Nie rozmyślaj. Ruszaj! Sprawdź jak będzie.

Ilustracja tytułowa: Nik Shuliahin / Unsplash.

Fajne? Podziel się na

About the Author

Autor bloga ProstyFacet.pl. Tworzę strony internetowe w Wordpressie. Biegam, kocham taniec, czytam w jęz. angielskim i francuskim. Choć jestem inżynierem, zawsze interesował mnie człowiek.

Leave a Reply 0 comments

Leave a Reply: