Klątwa Męskości

W swoim życiu osiągnąłem wiele i straciłem też wiele. Gdyby myśleć racjonalnie, okazałoby się, że bilans może nawet jest ujemny, ale czasem to, co widoczne przesłania to, co niewidoczne. W przyrodzie istnieje jakaś równowaga - z jednej strony możemy stracić coś namacalnego, ale najczęściej jest to okazją do wzrostu wewnętrznego - umysłowego, emocjonalnego i duchowego.

Tak więc chciałem dziś napisać o czymś, co jest dla mnie osobiście bardzo istotne - o tym, jak mężczyzna mierzy się z rzeczywistością, którą postrzega.

Nam - chłopakom, wmawiało się kiedyś, że musimy brać odpowiedzialność za innych: - musimy mieć pracę, zarabiać należycie, żeby było nas stać na utrzymanie rodziny i dzieci, to do nas należy zadbanie o status społeczny (cokolwiek by to nie znaczyło i jakkolwiek by to się nie miało objawiać - np. w posiadaniu dobrego auta, albo ślicznego domu pod miastem) i musimy być zwycięzcami.

- Zapytacie - Co w tym złego? Przecież lepiej być ambitnym, niż sobie odpuszczać przez całe życie. Żyje się tylko raz, więc dlaczego się nie starać, aby to życie było jak najlepsze?
- Odpowiadam - Nic! Nie ma w tym nic złego, że mężczyzna ma swoje powinności, jasno sprecyzowane cele, którym powinien podołać.

Nie ma nic złego w byciu ambitnym, głodnym sukcesu życiowego. Wręcz przeciwnie. Ale to dopiero wstęp, coś co miało uśpić Twoją czujność - czytelniku, bądź czytelniczko, wrzucić Cię w pewne ramy postrzegania. Zejdźmy więc głębiej i zajmijmy się tym prostym facetem z jego powinnościami.

Zauważ, że to, co się nam nakreśla jako najlepszą wersję rzeczywistości zwykle opiera się na mierzalnych, policzalnych osiągnięciach. To takie materialne! I znowu - nie zrozum mnie źle, nie ma w tym nic złego. Nie będziemy piętnować materialnych osiągnięć - ja sam stawiam sobie konkretne cele i tym samym buduję satysfakcję z własnego życia.

W czym tkwi niebezpieczeństwo programowania na osiągnięcia i budowania życia na powinnościach? Każdy cel może być chwalebny, o ile zdajemy sobie sprawę, że to nie gra komputerowa i nie mamy wielu żyć. Dążenie do celu wymaga zdobywania nowych umiejętności, rozwoju wewnętrznego, a także pewnych pokładów energii psychicznej i fizycznej, które pozwolą zrealizować zamierzenie. Droga nierzadko jest ważniejsza niż sam cel i nie jest usłana różami, a nic nie bierze się samo z siebie.

W dzisiejszej dobie szybkiego internetu i skracania drogi między informacją a odbiorcą jesteśmy bombardowani listami prostych wskazówek na to, jak się usprawniać: “10 rzeczy, które musisz posiąść zanim umrzesz”, “20 sposobów na udane relacje”, “10 zasad życiowej równowagi między pracą a rodziną” itd. Można zgłupieć. Można pomyśleć, że to jest naprawdę skuteczne, lecz to co jest naprawdę skuteczne na dłuższą metę, to stały rozwój, to podejście do życia, w którym nic nie jest dane raz i na zawsze, ale też takie podejście, w którym nie musimy ze wszystkim radzić sobie zupełnie sami, mamy wokół siebie mnóstwo ludzi, którzy mogą nam pomóc.

Wróćmy do młodego chłopaka, który dostaje wskazówki. Jego umysł zaczyna koncentrować się na celu, o ile jest ciekawy świata, to szuka rozwiązań, jeśli ma wokół siebie mądrych bliskich, to oni podpowiadają mu co jest lepsze, a co gorsze. Ale jeśli ten człowiek zostanie pozostawiony samemu sobie, np. wskutek tego, że rodziców zwyczajnie nie ma w domu, zapracowują się, żeby zapewnić “lepszy byt” sobie i swoim pociechom, to ten młody mężczyzna może zwrócić się ku zbyt dosłownemu postrzeganiu celów. Absencja bardziej duchowych postaw sprawi, że rozpocznie gonitwę za króliczkiem. Zostanie zaprogramowany na to, że dopiero jeśli coś zdobył, to może przypisać sobie wartość, miano mężczyzny. Z kolei jeśli mu się nie powiedzie, to najczęściej będzie mógł obwiniać tylko i wyłącznie siebie za niepowodzenie.

Wniosek jest taki - koncentracja na tym, że masz udowodnić sobie i innym, że spełniasz wymogi społeczne roli mężczyzny (to samo zresztą dotyczy roli kobiecej) jest niezdrowe. Zawiesza nas między tym co jest, a jakimś ideałem i koncentruje nas nie na celu, ale na porównywaniu się z ideałem. Skupia nas na cechach ideału, a nie na tym, jaka jest droga do wypracowywania w sobie umiejętności, które pozwolą nam wyrobić sobie niezbędne cechy.

I znowu - nie ma nic złego w rolach społecznych. Nie ma nic złego w ideałach. O ile tylko nie zagubimy się w realności.
Rzeczywistość to grawitacja, to fakt, że jeśli coś podrzucimy, to w końcu i tak spadnie na ziemię, tylko może w innym miejscu. Rzeczywistość to też wyważenie na szali tego, że musimy dać odpowiedni wkład na wejściu, żeby uzyskać coś na wyjściu. Nic nie dzieje się bez przyczyny, nie ma czegoś takiego jak cud i manna z nieba.

Osiąganie celów zasadza się też na wierze we własne siły, w niewchodzeniu w dyskusje ze swoim wewnętrznym głosem, który stawia nam opór i przekonuje, że lepiej czegoś nie robić, nie sprawdzać jak będzie, zostawić coś w spokoju, nie drążyć tematu. Ale można coś osiągnąć tylko składając na szale swoje wątpliwości i płacąc jakąś cenę.

Mierzenie się z ideałem siebie, to jak nieustanne zerkanie w lustro i prężenie muskułów. “Lustereczko powiedz przecie…”
Co się jednak dzieje, gdy zwierciadło zaczyna pokazywać nam zmarszczki? Czy wówczas rozpoczniemy pogoń za innym ideałem siebie, czy będziemy próbowali zadymić to lustro, żeby nie dostrzegać tych rys na wizażu? Jak długo można tak funkcjonować?

Nieustanne porównywanie się z innymi, bądź z mitycznym, bezcielesnym ideałem, którego historii zupełnie nie znamy, najczęściej rodzi frustrację, złość na samego siebie, albo na świat. Nie tędy droga.

Nie potrzeba nam marmurowych kolosów i legend, tylko zdania sobie sprawy z tego, że wszystko, co mamy jest efektem pracy - ciężkiej i systematycznej pracy.

Podsumowanie

Żeby nie pozostawić Cię z mglistym wyobrażeniem tego, o co mi się rozchodziło, podsumuję w punktach:

  1. Dążenie do celu przez porównywanie obrazu siebie z wyobrażonymi oczekiwaniami, z nienamacalnym ideałem mija się z celem.
  2. Droga do celu jest ważniejsza i zwykle bardziej wartościowa niż sam cel. Liczy się proces, nie sam efekt.
  3. Proste wskazówki nie zawierają tego co istotne, nie opisują metamorfozy, którą trzeba przejść, aby coś osiągnąć.
  4. Proste wskazówki dają fałszywą obietnicę tego, że można coś tu i teraz, w kilku krokach - to niemożliwe, wszystko wymaga pracy.
  5. Porównywanie się z innymi, lub z ideałami jest jak ciągła pogoń za czymś nieuchwytnym, zwykle powoduje tylko frustrację.
  6. W chwili gdy osiągamy cel, nie jesteśmy już tacy sami i coś innego zaczyna się dla nas liczyć.
  7. Nie chodzi o to, żeby skupiać się na byciu ideałem, tylko na nieustannym budowaniu umiejętności, które czynią nas lepszymi.
  8. To, co nas prawdziwie identyfikuje jako ludzi - mężczyzn, czy kobiety, jest głównie wewnątrz, nie na zewnątrz.
Fajne? Podziel się na

About the Author

Autor bloga ProstyFacet.pl. Tworzę strony internetowe w Wordpressie. Biegam, kocham taniec, czytam w jęz. angielskim i francuskim. Choć jestem inżynierem, zawsze interesował mnie człowiek.

Leave a Reply 0 comments

Leave a Reply: