Co robię, gdy mi się nie chce?

Wszyscy jesteśmy ludźmi i gdy czeka nas praca, zwłaszcza duża ilość pracy, takiego porządnego “przemielenia” się przez stos tego, co na nas oczekuje, wówczas zaczynają się pojawiać w naszej głowie myśli “nie chce mi się”, albo mniej lub bardziej wyrafinowane wymówki.

Poniżej kilka trików i strategii, które pomagają mi walczyć ze swoim wewnętrznym oporem i myślami typu “ale mi się nie chce”.

Niektóre z nich polegają na tym, żeby oszukać swój umysł, głos oporu wewnętrznego, który wmawia Ci, że “nie dasz rady”, albo “to jest za trudne”, “...odłóż to na później”.

Przede wszystkim pomyśl o tym, w ten sposób, że ten wewnętrzny głos, to nie Ty

Co robię, gdy “mi się nie chce”?

  1. Wyrzucić to z głowy na papier.
    Siadam do zeszytu, albo lepiej - przed pustą kartką (biała kartka pobudza kreatywność i nie narzuca żadnych ograniczeń) i spisuję trzy pierwsze rzeczy, które muszę wykonać w danym zadaniu, czy pracy.

    To ćwiczenie pozwala odblokować głowę i pomaga zwizualizować to, co jest do zrobienia, lepiej sobie to wyobrazić i przez zaangażować mnie w proces.
  2. Ustalić priorytety.
    Sprawdzam dlaczego to zadanie jest dla mnie ważne, żeby zyskać poczucie łączności z głębszym sensem i zyskać tym samym lepszą podbudowę dla mojej motywacji.

    Czasem czegoś nam się nie chce robić, bo to najzwyczajniej w świecie nie jest dla nas istotne w danej chwili, jak np. sprzątanie, którego nie lubisz, w chwili, gdy wróciłeś z pracy i miałeś ciężki dzień.

    Zweryfikowanie priorytetów pozwoli ustalić, czy to rzeczywiście jest takie ważne w danej chwili.
  3. Wizualizuję siebie w chwili ukończenia zadania.
    Wiele celów w życiu wymaga dużego wysiłku oraz poświęcenia cennego czasu, żeby je ukończyć. Gdy wizja ostatecznego celu jest mglista, gdy koncentrujesz się tylko na wysiłku, na barierach do pokonania, a nie jesteś w stanie dostrzec korzyści, jaka stoi na samym końcu tej drogi, będzie Ci trudniej się zabrać do pracy.

    Jeśli wyobrazisz sobie, że już osiągnąłeś to, co zamierzasz zrobić, zaczniesz czuć pozytywne emocje związane z ukończeniem zadania. Będzie Ci łatwiej pokonać opór przed włożeniem wysiłku na początku, bo rozjaśnisz sobie wizję spełnienia, łatwiej dostrzeżesz nagrodę, jaka czeka na tego Ciebie, który ukończy zadanie.
  4. Albo przyznaję sobie sam nagrodę za ukończenie zadania.
    Jeśli to, o czym napisałem w punkcie 3 jest zbyt trudne, wymaga samo w sobie zbyt wiele chęci i czasu (choć takie myślenie może być wymówką - patrz p. 7), przyznaję sobie sam konkretną nagrodę.

    Tak, sam sobie wymyśl nagrodę! Nagródź siebie za wysiłek włożony w tę ciężką pracę. Niech nagroda będzie tym większa im trudniejsze jest zadanie.

    Dzięki temu z łatwością wyobrazisz sobie przynajmniej tę jedną korzyść, która będzie czekała Cię na mecie.
  5. Chce Ci się, to Twój organizm tego nie chce. Nadal masz zapas.
    Tak czasem mówię do siebie, żeby zmienić nieco perspektywę myślenia.

    Napisałem wyżej, że istotne jest czasem przekonanie siebie, że Twój mózg, to nie "Ty". Mówimy często, że mój umysł, to “ja”, ale przecież jest to tylko jeden z organów wewnętrznych.

    Dlaczego Twój żołądek, to nie Ty? Przypomnij sobie jak się zachowywałeś ostatnio, gdy byłeś bardzo głodny? Czy nie poszedłem za uczuciem głodu i nie postanowiłeś się po prostu najeść? Można powiedzieć, że w tamtej chwili myślałeś żołądkiem, a nie mózgiem. To samo dotyczy także innych organów.

    Nasz organizm ma często dużo większe zapasy energii, zarówno psychicznej, jak i fizycznej, niż moglibyśmy zakładać. A jednak sabotuje nas wysyłając sygnały, że jesteśmy już u kresu swoich możliwości. Nie, nie jesteśmy! Tam nadal jest zapas.
    To dzięki wierze, że jest zapas, niektórzy z nas sięgają wyżyn i robią rzeczy niesamowite - ustalają nowe rekordy.Ustalaj takie rekordy dla siebie.
  6. Oszukuję siebie, byleby ruszyć do przodu.
    W myśl tego o czym pisałem w p.5, czasami oszukuję swój mózg, który nie jest mną i nie wie, co jest dobre dla reszty mojego ciała.

    Celem tego oszustwa jest wmanewrować siebie w taką sytuacją, że “już jestem w zadaniu”.

    Jak to działa?
    Nie chce mi się biegać, więc jak najszybciej przebieram się w strój do biegania i zakładam buty na nogi i… automatycznie wychodzę na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi. Przyznaj, że w tej sytuacji głupio byłoby wrócić do domu i nie pójść biegać.

    Jeśli to jest za trudne, to… na innym przykładzie, jeśli nie chce mi się zabrać za przerabianie stosu papierów, które muszę w jakiś sposób posortować i skorygować, zawieram z samym sobą (a dokładniej ze swoim umysłem) umowę, że popracuję nad tym zadaniem zaledwie przez 10 minut i później odłożę te papiery na bok, będę mógł uznać zadanie za zrobione.

    Zwykle w takich sytuacjach okazuje się, że gdy już zaczniemy pojawia się nowa, pozytywna motywacja do działania, pojawia się także pewna lekkość, bo nie działasz już z intencji przymusu, a to sprawia, że robimy dużo więcej roboty, niż te 10 umownych minut.
  7. Wszystkie nasze wymówki to kłamstwa!
    Najlepszym sposobem, by wygrało nastawienie “teraz mi się nie chce”, jest wzmocnić je dodatkową wymówką, niby całkiem racjonalną. Tylko, że ta wymówka, to zwykłe kłamstwo!

    Nie demotywuj się na starcie wmawiając sobie, że nie masz czasu, umiejętności, narzędzi, środków pieniężnych do zrobienia tego, co sobie zamierzyłeś. Nie!

    Prawdziwy facet i silna kobieta nie szuka sobie wymówek, tylko szuka rozwiązań, a te nie zawsze są oczywiste na początku, ale często przychodzą w trakcie procesu za który się zabraliśmy.

    Nie okradaj siebie z szansy nauczenia się czegoś nowego jutro, przez to, że powiesz sobie dzisiaj “nie mam…”!
  8. Wizualizuję sobie co się stanie, jak będę to nadal odkładał.
    Niektórych z nas motywuje niebo - wizja pozytywnego zakończenia, ale dla części z nas dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że istnieje również piekło - nasze życie w sytuacji, gdy nadal odkładamy to, co mieliśmy zrobić.

    Nie ma nieba bez piekła i warto stworzyć dla siebie obie kategorie, opisać co się stanie, gdy dojdziemy tam, gdzie chcemy dojść oraz co się stanie, gdy nic nie zrobimy, a zmienią się okoliczności życiowe i być może koszt niedziałania spadnie na nas.

    Mając dobrze opisane obie te granice wiem, że mam skalę porównawczą. Jeśli nie mam dobrego humoru i ciężko mi myśleć w danej chwili pozytywnie, to zawsze mogę wygenerować nieprzyjemne myśli, które sprawią, że ruszę z działaniem.

    Wizją piekła i nieba nie posługuję się na co dzień, lecz w chwili, gdy tworzę plany długoterminowe, natomiast na co dzień pomaga mi coś o czym bardzo często mówił Jocko Willink w swoim podcaście przekonując, że jego bardzo często motywowała świadomość, że “wróg gdzieś tam jest, więc trzeba być gotowym, stale się szykować”.

    Innymi słowy - brak działania jest szkodliwy, bo w pewnym momencie dojdziemy do punktu, w którym inni nas wyprzedzili, a my bierzemy udział w wyścigu szczurów, tyle że... w wyścigu na dno!

Podziel się swoimi trikami, uwagami

Mam nadzieję, że pomogły Ci te punkty i niektóre spodobały Ci się na tyle, że zechcesz wdrożyć je w swoje życie.Jeśli tak, to proszę podziel się swoimi obserwacjami w komentarzu.

Ilustracja tytułowa: Tom Morel z Unsplash
Fajne? Podziel się na

About the Author

Autor bloga ProstyFacet.pl. Tworzę strony internetowe w Wordpressie. Biegam, kocham taniec, czytam w jęz. angielskim i francuskim. Choć jestem inżynierem, zawsze interesował mnie człowiek.

Leave a Reply 0 comments

Leave a Reply: