Dlaczego warto pisać bloga codziennie? Albo prowadzić dziennik…

Siadam do tego wpisu za pięć jedenasta. Wolałbym przymknąć oko, ale założenie było > 1 dzień = 1 wpis i chcę to robić dalej i dalej.
Dlaczego warto? Oto kilka bardzo racjonalnych i tych mniej racjonalnych powodów:

  1. Codzienne powtarzanie czynności wyrabia nawyk i sprawia, że coś, z czym kiedyś bym się męczył staje się automatyzmem, zadaniem, które nie wymaga większego wysiłku emocjonalnego - tzn. nie muszę dyskutować ze swoim wewnętrznym głosem na temat tego, czy warto, czy nie warto i po co.
  2. Fajnie jest prowadzić dziennik w jakiejkolwiek formie - najlepiej w papierowej. Móc pokazać kiedyś własnym dzieciom z czym i na jakim etapie życia ich tata musiał sobie radzić i w jak sobie poradził, czego się nauczył, czego pragnął. To coś, co jest warte więcej niż milion. Wychwytywanie i zapisywanie tego, co przychodzi i odchodzi, jeśli nie zostanie zatrzymane na papierze, na blogu.
  3. Dla mnie codzienne dodawanie tutaj wpisu jest lekarstwem na wykształcony w szkole perfekcjonizm. Tysiąc razy lepiej jest coś zrobić, dostarczyć, zapisać, niż nadal siedzieć i zastanawiać się, czy to jest "dość dobre", czy "ktoś znajdzie w tym wartość". Nie masz żadnej gwarancji, że Twoje wpisy kogoś zainteresują - z początku nikogo nie zainteresują. Taka jest rzeczywistość - dzisiejszy internet jest pełny twórców różnego rodzaju treści. Ale... zrób to dla siebie.
  4. Codzienne pisanie buduje umiejętność pisania. Jak miałbym nauczyć się pisać jeśli bym nie pisał, nie pokonywał strachu przed tym, że ktoś to zlekceważy, obśmieje, albo skrytykuje. Dlatego nie piszę dla sławy - prowadzę swój elektroniczny dziennik niektórych zdarzeń po to, żeby się tym bawić, może nawet w niektórych momentach zaśmiać z samego siebie.
    Czy ktoś to kupi? Nie wiem, ale ja się cieszę, że pisanie zaczyna mi sprawiać satysfakcję w taki sam sposób, w jaki kiedyś bieganie zaczęło mi ją sprawiać (mimo tego, że kiedyś łapałem zadyszkę, albo brała mnie kolka).
  5. Na początku było słowo i to słowo stało się czynem. Zapisanie czegoś, z czym się zmagam w danej chwili sprawia, że wyrzucam to z głowy, uwalniam miejsce w podświadomości i widzę to, co zapisane - mogę łatwiej podjąć decyzję co z tym zrobić i jak się do tego zabrać, moja głowa jest mniej obciążona, mam więcej mentalnej przestrzeni na inne sprawy.
  6. Pisanie, nawet byle czego, pobudza kreatywność. Oczywiście nie chodzi o to, żeby celem było pisanie czegokolwiek, ale znowu - patrz punkt 4, najpierw pisanie, pokonanie bariery mechanicznej, pokonanie oporu i wykształcenie świadomej niekompetencji, a później budowa kompetencji świadomej (skąd takie określenia - przeczytaj więcej o czterech poziomach kształcenia kompetencji). Czas na poprawę jakości przyjdzie za chwilę, jak już ochłoniesz z myślami typu "nieee, nie mam nic ciekawego do opisania", "to się nie nadaje". Jak polubisz samą czynność, zaczniesz się sam/a zastanawiać jak to robić lepiej - gwarantuję Ci!
    Kreatywność codzienne pisanie pobudza również w ten sposób, że czasem musisz coś po prostu wykombinować, żeby dostarczyć nowy wpis. I co tu zrobić? Oszukać i zmienić godzinę publikacji - nigdy! Ale przecież możesz zacytować kogoś mądrego, kto wypowiedział kiedyś słowa, które dziś masz na ustach, można zaproponować ciekawą lekturę, film, zamiast rozwijania własnej opowieści, można coś zrelacjonować, skrócić, albo zamiast tworzyć skomplikowane przekazy - po prostu wymyślić zestaw ciekawych pytań i pozostawić je otwartymi. Możliwości jest mnóstwo - cóż za wspaniałe ćwiczenie dla umysłu.
  7. Pisanie zmienia sposób myślenia, postrzegania, wzbogaca percepcję. Odkąd zacząłem pisać (zanim zabrałem się za codziennego bloga, prowadziłem dzienniki papierowe, pisane piórem), zauważyłem że: częściej zapamiętuję sny i są one bogatsze, zacząłem sobie przypominać coraz wyraźniej wydarzenia z odległej przeszłości, co dało mi wiele radości - to tak, jakbym otworzył skrzynię ze skarbami. Oprócz tego zauważyłem, że staję się coraz bardziej uważny na pewne detale, których bym nie dostrzegał normalnie - żyjąc w takim biegu.
  8. Czas leci, idziemy naprzód, rzadko wracamy do przeszłości i o ile ja też wolę patrzeć w przyszłości i zajmować się tym, co jest tu i teraz, bo na to mam 100% wpływ, o tyle warto patrzeć wstecz, żeby docenić to, jak wiele już się nauczyliśmy, docenić te dobre chwile za to, że dały nam radość i piękne, albo lekkie emocje, a te cięższe chwile za to, że dały nam możliwość sprawdzenia siebie i impuls do zmiany. Życie jest fascynujące! To, które mamy, nie życie innej osoby. Właśnie to - Twoje, moje. I to życie nie jest jednostajne - chociażby ze względu na zmieniające się pory roku, ale nie tylko. Warto zacząć świadomie to przeżywać i być wdzięcznym za ten dar.

Jest 23:44 i dopisuję ostatnie słowa - znowu się udało, jeszcze przed północą. Ufff...

A Tobie życzę dobrego odpoczynku. A jutro rano wstań i zapisz parę słów dla siebie - w zeszycie. Złap to, co masz w głowie. Albo wieczorem, choć lepiej to zrobić rano, gdy dzień dopiero się zaczyna. I poobserwuj po paru dniach co to Ci dało. Może się okazać, że znacznie, znacznie więcej niż niejedno dobre śniadanie.
Dobranoc! Dzień dobry!

Ilustracja tytułowa: Aaron Burden - Unsplash

Fajne? Podziel się na

About the Author

Autor bloga ProstyFacet.pl. Tworzę strony internetowe w Wordpressie. Biegam, kocham taniec, czytam w jęz. angielskim i francuskim. Choć jestem inżynierem, zawsze interesował mnie człowiek.

Leave a Reply 0 comments

Leave a Reply: